1750 km tramwajem – gdzie były najdłuższe linie tramwajowe świata?

Czy ktoś słyszał, żeby linia tramwajowa miała kilkaset albo więcej kilometrów? Amerykańskie linie tramwajowe to raczej zapomniany fragment historii. A jednak jest to fascynujące i nawet wśród ludzi, którzy nie bardzo interesują się takimi sprawami, historie o tramwajach w USA sprawiają, że otwierają usta ze zdziwienia.

Zaczęło się to mniej więcej między ostatnimi latami XIX wieku a wybuchem pierwszej wojny światowej. Stany między Nowym Jorkiem a Chicago – Illinois, Indiana, Ohio, Pensylwania, Michigan i Wisconsin pokryły się siecią międzymiastowych linii tramwajowych, nazwanych interurban. Tramwaje międzymiastowe powstały też w Kalfornii (na przykład wokół Los Angeles, San Francisco) i były w każdej większej aglomeracji. Ale najwięcej było ich w stanach Midwestu.

Tak wyglądały wagony amerykańskich interurban. Nieco większe od typowego tramwaju. W mieście zazwyczaj korzystały z torów w ulicy, poza miastem jeździły po wydzielonych trasach. Wagony ze zdjęcia jeździły z Chicago do dwóch miast oddalonych o około 80 km – Aurory i Elgin. źródło: flickr.com; aut. H. Michael Miley

Tak wyglądały wagony amerykańskich interurban. Nieco większe od typowego tramwaju. W mieście zazwyczaj korzystały z torów w ulicy, poza miastem jeździły po wydzielonych trasach. Wagony ze zdjęcia jeździły z Chicago do dwóch miast oddalonych o około 80 km – Aurory i Elgin. źródło: flickr.com; aut. H. Michael Miley

Interurbans powstawały jako typowa kapitalistyczna inwestycja – emitowano akcje, inwestorom obiecywano niesamowite zyski, rosły ceny ziemi i często pojawiały się bankructwa. Nakręcała się, nie zawsze mądra, konkurencja między przedsiębiorstwami. Powstał ogromny przemysł obsługujący ten rodzaj biznesu. Przez dekady były wydawane specjalne gazety dla inwestorów, menadżerów i inżynierów. Łączna długość sieci tramwajowej w USA w najlepszym okresie szacowana była na 25 tysięcy kilometrów! Powstały połączenia o długości kilkuset kilometrów.

Prawie każde miasto w latach 20. XX wieku, w położone między wielkimi jeziorami amerykańskimi, rzeką Ohio, rzeką Missisipi i wybrzeżem Atlantyku miało dostęp do tramwaju.

Prawie każde miasto w latach 20. XX wieku, w położone między wielkimi jeziorami amerykańskimi, rzeką Ohio, rzeką Missisipi i wybrzeżem Atlantyku miało dostęp do tramwaju.

Jak to działało?

Na trasach interurbans było całe mnóstwo miast i miasteczek, w których były przystanki i bocznice. Interurbans zapewniły Amerykanom mobilność na dekady przed tym, gdy na drogach USA zaczął królować samochód. Długie linie były raczej wyjątkami, bo tramwaje obsługiwały połączenia z dużego miasta do mniejszych miast, ale były też tramwaje ekspresowe, wożące pocztę i świeżą prasę, były nawet wagony sypialne i kinowe.Po liniach interurbans jeździły także lżejsze pociągi towarowe.

Tramwaj Pacific Electric na trasie Glendale – Los Angeles w 1954 roku. To już ostatnie lata tej linii. źródło: flickr.com; aut. Metro Library and Archive


Na plażę w Santa Monica? A może do Hollywood? Beverly Hills? Jeszcze w latach 40. XX wieku do każdego ważniejszego miejsca w aglomeracji Los Angeles biegła linia tramwajowa.

Tramwaje międzymiastowe nie różniły się za bardzo od tych jeżdżących po miastach, choć wagony były nieco dłuższe i szersze. Zawsze miały koła na wózkach i mogły się rozpędzać do wyższych prędkości. Zdarzało się, że wyciągały nawet 140 km/h. Podczas promocyjnego przejazdu na trasie między Cincinnati, Dayton, Toledo i Detroit tramwaj ścigał się z samolotem. Wygrał… Wyższe prędkości interurbans osiągały oczywiście na trasach poza miastami, a w mieście – w ruchu ulicznym – jeździły wolniej. Najwyższym stadium rozwoju amerykańskich tramwajów międzymiastowych był Electroliner – skład wagonowy o długości prawie 50 metrów i ważący blisko 100 ton. W drodze z Chicago do Milwaukee podczas testów rozpędził się do 180 km/h, choć podczas codziennych podróży nie przekraczał 140 km/h.


Klimatyzowane wnętrze, przedział barowy, prędkość podróży – 140 km/h. Tak się jeździło trasą długości 150 km z Milwaukee do Chicago. Wystarczały dwie godziny. Electroliner jechał po ulicach Milwaukee, dalej wydzieloną trasą, a na koniec wjeżdżał na tory metra w Chicago

To robi wrażenie

Odległości między miastami połączonymi torami były ogromne. Naprawdę trudno uwierzyć
Chicago – Indianapolis: 300 km
Louisville – Cleveland: 540 km
Cincinnati – Detroit: 420 km
San Bernandino – Los Angeles – Long Beach: 140 km

Interurban z Chicago na ulicach South Bend w stanie Indiana. Obydwa miasta dzieli 150 km. źródło: flickr.com; aut. David Wilson

Największa odległość między najbardziej oddalonymi miastami na sieci interurbans wynosiła 1750 km. Między rokiem 1910 a 1922 można było przejechać tramwajem z Elkhart Lake w Wisconsin do miasta Oneonta w stanie Nowy Jork. Do samego Nowego Jorku brakowało tylko około 200 km toru. Nie udokumentowano żeby ktokolwiek odbył tak długą podróż ale przed pierwszą wojną światową grupa biznesmenów związana z interurbanowym biznesem przejechała wynajętym wagonem 1300 km z Oneidy, w stanie Nowy Jork do Louisville w Kentucky. A teraz małe porównanie z europejskimi liniami tramwajowymi. Najdłuższa trasa w Polsce jaką można znaleźć, to podmiejskie połączenie z Ozorkowa przez Łódź do Pabianic – 43 km. Najdłuższa linia tramwajowa w Europie to Kusttram jadący wzdłuż prawie całego wybrzeża Belgii – 68 km.

Zmierzch interurbans w USA

Międzymiastowe tramwaje były przedsięwzięciem typowo biznesowym. Miały przynosić zyski. Amerykańscy historycy oceniają, że jedną z ich słabości było to, że pojawiły się tylko mniej więcej na jedną – dwie dekady przed szybkim rozwojem biznesu samochodowego. Pierwszy, jeszcze niewielki, kryzys pojawił się około 1908 roku gdy inwestorzy zawiedzeni brakiem zysków z części linii zaczęli wycofywać swój kapitał. Prawdziwe kłopoty branży przyniósł kryzys lat 20. i 30. Pewnym ożywieniem były czasy drugiej wojny światowej, bo było większe niż wcześniej zapotrzebowanie na przewozy pasażerów i towarów przy racjonowaniu benzyny.

Tramwaje z San Francisco do Oakland jechały po wydzielonych torach mostu Oakland nad zatoką San Francisco. Ustąpiły miejsca autom.

Ostateczny upadek przyniosły lata 50. i rozwój autostrad. Prywatne przedsiębiorstwa, nie mogły sobie poradzić z konkurencją, i powiedzmy sobie szczerze – nie do końca uczciwą, wspieraną z funduszy federalnych. Szczególnie widoczne było to w Kalifornii. Nikomu nie zależało na istnieniu sieci Pacific Electric, zwłaszcza, że miejsce po zlikwidowanych torach można było wykorzystać do budowy autostrad. Podobnie stało się w San Francisco – bardzo nowoczesne tramwaje zbudowane w latach 30. służące do szybkiego przekraczania zatoki San Francisco w kierunku Oakland, zostały zlikwidowane raptem po 20 latach.

Co przetrwało?

Ze wszystkich tysięcy linii intreurbans w USA w ruchu pasażerskim przetrwała tylko jedna. Wciąż można dojechać z Chicago do South Bend w stanie Indiana. Linia liczy 140 km i przez lata upodobniła się nieco do kolei. Kolejne pokolenia wagonów na tej trasie są większe i cięższe ale wciąż część torów przebiega po ulicach Michigan City.


Jedyna linia interurban która przetrwała. Skład produkcji japońskiej za chwilę zatrzyma się na głównym przystanku Michigan City i za półtorej godziny dojedzie do oddalonego o ponad 100 km Chicago.

Wagony interurbans można zobaczyć w kilku muzeach w różnych częściach USA. Zdarza się, że tory muzeum są dawnym fragmentem jakiejś trasy. Część linii interurbans w latach kryzysu po prostu, zakończyła przynoszące coraz większe starty przewozy pasażerskie, zdemontowała sieć trakcyjną i skupiła się na przewozach towarów z pomocą lokomotyw spalinowych. To była jedyna szansa na przetrwanie. Jest jeden wyjątek wśród takich linii – w stanie Iowa, w Macon City, wagony ze zbożem, do elewatora wciąż są ciągnięte przez elektryczne lokomotywy pochodzące sprzed II wojny światowej. Biznes podobno wciąż się opłaca. Mała ciekawostka – jednym z ładunków na tej linii, jaki był przewożony jeszcze przed pierwszą wojną światową, był lód z jeziora w Clear Lake, gdzie była stacja końcowa.

Żywa skamielina techniki kolejowej w Macon City? Nie za wiele zmieniło się tu od otwarcia linii w 1897 roku. Wagony do elewatora jeżdżą bez zmian.

Z ogromnych sieci amerykańskich tramwajów podmiejskich – interurbans, jak widać, nie pozostało praktycznie nic. Ale jest coś na otarcie łez. Tramwaje jako light rail wracają do życia w Kalifornii. W Los Angeles i w okolicy powstają kolejne linie i co najważniejsze – nieraz dokładnie w tym samym miejscu gdzie jeździły do przełomu lat 50. i 60.

Otwarcie linii niebieskiej z Los Angeles do Long Beach w 1990 roku. Linia biegnie niemal dokładnie tak jak ta zamknięta w 1961 roku.
źródło: flickr.com; aut. Metro Library and Archive

Tramwaje przez Culver City wracają także do Santa Monica. Otwarcie odbudowywanej etapami linii. źródło: flickr.com; aut. Metro Library and Archive

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *