Królowe stolicy

Trzynastki, parówki” – tak o nich mówili warszawiacy. Kawał tramwajowej historii Warszawy. Kultowe tramwaje zastąpione nowymi ponad 280 wagonami niskopodłogowymi, zniknęły ze stołecznych torowisk już kilka lat temu.

A już 26 marca przypadnie 110 rocznica uruchomienia tramwajów elektrycznych w Warszawie. Z tej okazji postanowiłem przypomnieć Wam jak wyglądały warszawskie ulice gdy widać i słychać było na nich ‚trzynastki”. Legendarny warszawski tramwaj był wzorowany na wozach amerykańskich PCC, które były tramwajową rewolucją w USA i w Europie. Nowością był fakt, że wiele czynności w tych tramwajach odbywało się automatycznie. W miejscu korb do sterowania napędem pojawiły się pedały, wszystkie drzwi były otwierane zdalnie z pomocą mechanizmów elektrycznych – jednym słowem nowa wspaniała jakość.

Pierwsza „Trzynastka” pojawiła się w stolicy pod koniec lat 50. i otrzymała numer taborowy #503. Tramwaj został zachowany w zabytkowej kolekcji Tramwajów Warszawskich. Był to pierwszy tramwaj szybkobieżny, a od wagonów klasycznych, jakie woziły warszawiaków tuż po wojnie, różniły się praktycznie wszystkim. Obłe kształty, pudło osadzone na dwóch wózkach oraz trzy pary harmonijkowych drzwi to podstawowe różnice zauważalne na wstępie. W pierwszych latach eksploatacji, ze względu na kształt konstrukcji, do tramwajów przylgnęła nazwa „trumna”. Warszawiacy szybko jednak przyzwyczaili się do komfortu podczas podróży i niechlubny przydomek odszedł do lamusa.

 

„Trzynastki” były produkowane tylko dla stolicy przez około 10 lat. Powstało łącznie 838 wagonów tego typu. Nigdy jednak nie było łącznie tyle pojazdów na stanie w jednym czasie w stolicy. Pierwsze tramwaje zostały przydzielone do zajezdni Mokotów i zadebiutowały na linii 33. Podczas kolejnych lat produkcji stopniowo wprowadzano modernizacje – choćby w zakresie układu siedzeń oraz montażu przesuwnych okien.

 

„Trzynastki’ przez ponad pół wieku jeździły po Warszawie. Stały się symbolem stolicy, tak jak warszawska syrenka. Przemierzając warszawskie ulice dzień w dzień, od świtu do zmierzchu niczym jednookie cyklopy, pokonywały trudności zakorkowanego miasta. Pomagały tłumom spieszących się mieszkańców dotrzeć do celu, czy to do pracy, szkoły czy na spotkanie w rodzinnym gronie. Jeździły również podczas Euro 2012. Zauroczyły kibiców swoją smukła sylwetką i pięknymi, charakterystycznymi dźwiękami przekładni. Cóż, do najcichszych nie należały… 😉

 

Rzekłbym, że tramwaje te były wyjątkowe. Pasowały do każdej scenerii – zarówno do przedwojennych kamienic, stalowego mostu Gdańskiego, jak i  ogromnych biurowców, wznoszących się w centrum miasta. „Trzynastka” wpisywała się w klimatyczną ulicę Stalową na Pradze, czy też Marszałkowską w Śródmieściu. U schyłku swojej epoki na torowiskach pojawiały się coraz rzadziej. Część mieszkańców stolicy stojąc na przystankach, gdy wypatrzyła je w oddali przepuszczała klimatyzowane Swingi i wsiadała do symbolu Warszawy.

 

 

2 thoughts on “Królowe stolicy”

  1. wertyk napisał(a):

    Można było zachować kilka składów do obsługi jakiejś linii. Na zachodzie jeżdżą liniowo dużo starsze wozy.

    1. Maciej Dutkiewicz napisał(a):

      Mamy coraz więcej muzealnych trzynastek – jest już ich pięć. A nie wspominamy o wozach technicznych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *